wtorek, 6 sierpnia 2013

14.

…natychmiast otworzyłam oczy, lekko odsunęłam głowę od Marcina i już miałam zwrócić mu uwagę, ale nie zdążyłam, ponieważ pocałował mnie, a jego dłoń wróciła ponownie na moje plecy.
Wiem, że pozwalałam sobie na takie pocałunki. Na bardzo namiętne pocałunki i bardzo namiętny dotyk, ale nie chciałam jeszcze przeżyć swojego „pierwszego razu”. Wiedziałam, że chcę to zrobić właśnie z nim. Z Marcinem. Z chłopakiem, którego kocham. Z chłopakiem, z którym chcę spędzić resztę swojego życia. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie dziś. I miałam nadzieję, że Marcin nie będzie na to nalegał. Po chwili jego ręka znowu znalazła się w nieodpowiednim miejscu, ale znowu nie zareagowałam, bo Marcin złożył niesamowity, namiętny pocałunek na moich ustach. Teraz to nimi właśnie się zajmował. Wykonywał coraz bardziej odważne ruchy. Jego ręce znalazły się pod moją bluzką. Już chciał się jej pozbyć, ale mu na to nie pozwoliłam. Oburzona oderwałam się od niego i krzyknęłam:
- Co ty wyprawiasz?
- Kocham Cię i to chyba normalne, że chcę pójść z tobą do łóżka?!
W tamtej chwili nie poznawałam go. To nie był mój Marcin. To nie był chłopak, którego znam i w którym się zakochałam.
- Ale ja tego nie chcę. Jeszcze jest na to za wcześnie. – starałam się mówić to najspokojniej jak się da, ale mi to nie wychodziło.
Odsunęłam się od niego i podeszłam do okna. Wyglądając przez nie powiedziałam:
- Miałam nadzieję, że poczekasz razem ze mną na odpowiedni moment.
- Czekałem i właśnie teraz jest ten moment – podszedł do mnie objął mnie w pasie, i zaczął całować po szyi
Odepchnęłam go i stanęłam naprzeciwko niego, w ‘’ bezpiecznej’’ odległości.
- To nie jest odpowiedni moment! Ja mam dopiero 16 lat! – oburzyłam się, a Marcin zaczął się ze mnie śmiać
- Dziewczynki w twoim wieku już dawno mają to za sobą. – uśmiechnął się ironicznie
Wiedziałam, że takie są teraz czasy, że ludzie w moim wieku już to robili. Ale ja tak nie chcę. Ja to zrobię dopiero wtedy, kiedy będę na to gotowa.
Naszą kłótnię przerwał głos mamy dobiegający z dołu:
- Kochanie, możesz na chwilkę tutaj przyjść?
- Tak, jasne, zaraz przyjdę.
Od razu pomyślałam sobie, że usłyszała naszą kłótnię. Ale miałam nadzieję, ze tak nie jest.
- Lepiej będzie jak już pójdziesz – powiedziałam zdenerwowanym głosem do Marcina
Ten spojrzał na mnie, po czym odwrócił wzrok i westchnął.
- Przepraszam Cię, Kochanie wybacz mi, ja nie wiem co we mnie wstąpiło.
- Nie chce Cię znać, rozumiesz? Jesteś totalną pomyłką, idź sobie! Słyszysz?
- Skarbie…
- Żadne skarbie, z nami koniec. Żegnam. – dalej stał i patrzył na mnie
Po chwili, kiedy Marcin dalej nie reagował, zeszłam na dół, do mamy. Usłyszałam jego kroki za sobą.
- Co chciałaś, mamo?
- Dzwoniła Justyna… - przerwała, kiedy zobaczyła Marcina
- Marcin już wychodzi. - powiedziałam
- Naprawdę? Może zostań jeszcze?
- Przepraszam, ale nie mogę. – powiedział,
Po czym zwrócił się do mnie całując mnie w czoło, nie chciałam robić scen, więc nie odsunęłam się. Gdybym to zrobiła, to mama od razu zaczęła by swoje ‘’śledztwo’’ na temat tego, co się stało między nami. A tego nie chciałam.
- Zadzwonię do Ciebie, skarbie. Do widzenia.
- Do widzenia. –odpowiedziała mama
Kiedy Marcin już wyszedł powiedziała:
- Cudowny chłopak, ale on Cię kocha.
Po tym co usłyszałam, oczy mi się zaszkliły i żeby się nie rozpłakać przy mamie odwróciłam się. Kiedy już się uspokoiłam, zapytałam:
- I co chciała Justyna?
- No właśnie, zaraz tutaj będzie.
- Poważnie? – ucieszyłam się, mama skinęła głową
- Będzie u nas przez tydzień
- To świetnie!
Justyna to moja kuzynka. Jest ode mnie dwa lata starsza i świetnie się dogadujemy. Mieszka 300 km od nas. Jej mama, czyli moja ciocia nie żyje 2 lata. Po jej śmierci, moja kuzynka mieszkała ze swym tatą, ale nie dogadywała się z nim. Były wieczne kłótnie, afery o jakieś głupoty. Dlatego zaraz po swojej 18 wyprowadziła się i mieszka teraz sama.
Niecierpliwiłam się, kiedy ona wreszcie przyjedzie. Po 10 minutach oczekiwania wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi. Mama szybko poszła do przedpokoju, aby otworzyć, a ja pobiegłam za nią. W drzwiach nie zobaczyłyśmy Justyny, tylko mojego tatę. W ręce trzymał walizkę. Obie byłyśmy tym zaskoczone
- Co ty tu robisz? Nie powinieneś być teraz w pracy? – zapytała mama
- Miałem dzisiaj wolne, przemyślałem wszystko i postanowiłem się wyprowadzić.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Mama przyjęła to do wiadomości z dużym spokojem.
- Przecież nie macie jeszcze rozwodu! – krzyknęłam, kiedy szliśmy do sypialni rodziców – mamo, no powiedz cos! Dlaczego milczysz?
Nie rozumiałam tego. Przecież tata miał się wyprowadzić dopiero po rozwodzie.
- No powiedz jej. Taki z Ciebie dobry mąż i ojciec no to się teraz wytłumacz. – powiedziała, kiedy tata zaczął pakować swoje rzeczy
Tata spojrzał na moją mamę. Miałam wrażenie, że chce ją prosić, aby go wyręczyła. Mama zaprzeczyła, a tata usiadł koło mnie. Złapał mnie za rękę. Uwolniłam się z jego silnego uścisku i zapytałam:
- Czy wy do cholery możecie mi powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi? - mama spojrzała na mnie karcącym wzrokiem
- Kochanie… - zaczął tata – stało się coś, przez co ja muszę się wyprowadzić, nie ma innego wyjścia – Ja…
Widziałam w jego oczach z jakim trudem mu przychodzi wypowiedzenie tego, ale ja dalej nie wiedziałam o co chodzi. W końcu przerwała mu mama:
- Ojciec ma dziecko z inną kobietą.
Spodziewałam się, że to coś poważnego, ale nigdy bym nie powiedziała, że tata może zdradzić moją mamę.
- Słucham? To chyba są jakieś pieprzone żarty!
Nie zwracałam już uwagi na słowa. Byłam strasznie wściekła. Najpierw kłótnia i rozstanie z Marcinem, a teraz to.
- Niestety nie, kochanie. Za 2 miesiące urodzi mi się córka.
- Nienawidzę Cię! Nie chcę Cię już więcej oglądać, rozumiesz?
- Asiu, poczekaj. – zatrzymał mnie tata – ale ja nie jestem już z tą kobietą, łączy nas tylko dziecko, rozumiesz? Przepraszam, nie chciałem, żeby tak wyszło
- Łączy was tylko dziecko, rozumiem. Czyli ja też jestem dla Ciebie TYLKO DZIECKIEM?! Nic dla Ciebie nie znaczę? Ani ja ani mama? Tyle lat byliście ze sobą! – byłam oburzona, łzy zaczęły spływać mi po policzkach
Mama wyszła z pokoju. Nie chciała abym widziała jej smutek i rozczarowanie. Nie udało jej się to. Widziałam jej łzy. Mimo to dalej nie dawałam za wygraną. Postanowiłam, że nie odpuszczę, tata musi się wytłumaczyć, jeżeli to w ogóle możliwe.
- Oczywiście, że ty i mama macie dla mnie wielkie znaczenie. Kocham was. I ciebie i mamę. Ja chciałbym odbudować wszystko, co zrujnowałem, ale mama niestety nie daje mi takiej szansy.
- A dziwisz jej się? Myślałeś, że przyjdziesz do domu powiesz, że ją zdradziłeś, a ona powie „ To nic kochanie, wróć do domu i niech będzie tak jak było przedtem” ? Jeżeli tak, no to jesteś nienormalny.
Po tych słowach weszła mama. Widać było, że płakała. Dalej w jej oczach pojawiały się łzy.
- Miej trochę szacunku do ojca. Stało się to, co się stało, ale on dalej jest twoim ojcem. – powiedziała
- Szacunku? Jakiego szacunku do cholery?!
Jak mogłam mieć szacunek do kogoś, kto nie szanuje własnej rodziny? To niedorzeczne!
- jeszcze raz was przepraszam za wszystko. Już nie wiem, co mam powiedzieć. Przecież lubisz dzieci, zawsze chciałaś mieć rodzeństwo…
Przerwałam mu:
- No ty chyba sobie żartujesz. Nie wiem czy widzisz różnicę, ale chciałam aby to mama była tą, która urodziłaby to dziecko.
- Wiem, masz racje. Ale mam nadzieję, że będziesz chciała poznać swoją siostrę…
- Jeżeli myślisz, że będę niańczyła twojego bachora to się grubo mylisz – krzyknęłam, policzki miałam coraz bardziej wilgotne
Szybko wybiegłam zapłakana z domu i ruszyłam w stronę parku. Na drodze stanęła mi Justyna.
- Jezus Maria, kochanie co się stało? – podbiegła do mnie
Cieszyłam się, że ją spotkałam. Zawsze mogłam z nią porozmawiać na każdy temat. Wiedziałam ze mogę na nią liczyć. Potrzebowałam teraz się wyżalić, a ona była najlepszym obiektem do tego.
- Chodź do parku. Usiądziemy sobie i na spokojnie mi wszystko opowiesz.

Usiadłyśmy na pierwszej lepszej ławce. Opowiedziałam jej najpierw o Marcinie, a później o tym, co zrobił mój ojciec. Tak, ojciec, już nie zasługuje na to, aby mówić do niego ‘’tato’’.  

_______________________________________________________
Co o tym myślicie? Podoba wam się? Mam nadzieję że tak ;))
No to do następnego ;) 

poniedziałek, 29 lipca 2013

13.

Poszłam na rękę moim przyjaciołom i usiedliśmy w cieniu. Niestety wszystkie ławki były zajęte, więc postanowiliśmy siąść na trawie. Długo rozmawialiśmy. Okazało się, że Jolka z Łukaszem byli razem już miesiąc. Prawdę powiedziawszy to nie wiem jak im się udało to ukrywać. Po 2 godzinach Marcin namówił mnie, żebyśmy poszli na spacer. Nie chciałam się zgodzić, ale pomyślałam, że Łukasz z Jolką też na pewno chcą spędzić trochę czasu sam na sam.
- Może przyjdziesz jutro albo w Niedzielę do nas na obiad? Poznałabyś rodziców.
- Zwariowałeś? Jeszcze za wcześnie.
Nie chciałam tak szybko poznawać jego rodziców. Byliśmy razem zaledwie kilka godzin! Marcin ma wybujałą wyobraźnię, ale tego bym się po nim nie spodziewała.
- No dobrze, jak chcesz.
Był przygnębiony. Nie mogłam tego znieść. Chłopak, którego cholernie kochałam miał zły humor przeze mnie. Chyba każdy czułby się winny na moim miejscu.
- Przepraszam, Cię. Nie złość się na mnie ale po prostu jeszcze nie jestem na to gotowa.
- Rozumiem to. Uwierz mi. – Uśmiechnął się, ale zauważyłam, że nie był to szczery uśmiech
- No to błagam Cię, nie smuć się przeze mnie. Nawet nie wiesz jak mi z tym źle.
- Dobrze, przepraszam.
Było już późno. Marcin zadeklarował, że mnie odprowadzi. Zawsze tak robił, dlatego mnie nie zdziwił. Po drodze spotkaliśmy moją mamę, która wracała z zakupów. Przedstawiłam jej Marcina już jako mojego chłopaka. Ten wziął siatkę z zakupami od mamy i odprowadził nas do domu. Od początku się polubili. Bardzo się ucieszyłam z tego powodu. Tata nie przepadał za Marcinem i to już w zupełności wystarczyło. 
- Może wejdziesz? – zaproponowała mama
- Dziękuję, ale chyba lepiej będzie jak już pójdę.
- Mamo, może innym razem. Wiesz, że tata za nim nie przepada. A jak jeszcze by go zobaczył w naszym domu, to już by była tragedia.
Nie chciałam denerwować taty. Teraz jeszcze ta sprawa z rozwodem. I tak już jest nerwowy.
- Ale tata jest w pracy. Ma nocną zmianę, a przecież wiesz, że teraz tata rzadko jest w domu. Przyjeżdża tylko wtedy, kiedy musi się zdrzemnąć. – mówiła ze smutkiem w głosie
Szkoda mi było mamy. Może nie kochała już taty, może nie czuła z nim takiej więzi jak przedtem, ale przecież tyle lat byli razem. To cos znaczy.
- No chodź – pociągnęła Marcina w stronę domu
Marcin spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami. Chciałam spędzić więcej czasu z Marcinem.
Weszliśmy do domu. Mama przygotowała kolację. Zjedliśmy i mama zaczęła wypytywać Marcina czym się zajmuje, czy ma rodzeństwo, czym chce się zająć w przyszłości itp. itd. Chyba każda mama tak się zachowuje, ale było mi wtedy wstyd.
- Mamo, daj spokój. – Błagałam ją
- No cos ty, nie wygłupiaj się – zwrócił się do mnie Marcin
Zaczął opowiadać o swoim życiu. O wszystkich szczegółach. Po jakimś czasie poszliśmy do mojego pokoju.
- No proszę, czuj się jak u siebie – zaprosiłam Marcina
- Dziękuję, to nie będzie trudne – uśmiechnął się zalotnie – Masz pokój urządzony podobnie do mojego
Mówiłam mu, że mamy ze sobą dużo wspólnego.
Marcin rozglądał się po pokoju i nagle zauważył teczkę leżącą na regale.
- Mogę zobaczyć?
- O niee, wszystko tylko nie to - Marcin zaczął się śmiać
To były moje rysunki. Lubiłam rysować w wolnym czasie, ale to nie były dobre prace. Nikomu ich nie pokazywałam. Rysowałam tylko i wyłącznie dla siebie, dla zabicia czasu.
- A co masz tam zdjęcia jakichś przystojniaków? – mówił przez smiech
- Bardzo śmieszne, wiesz? – zażartowałam
- No to mogę?
- Nikomu tego nie pokazuję… - spojrzał na mnie proszącym wzrokiem
Zastanawiałam się, czy się zgodzić. Pomyślałam, ze to nic takiego po czym skinęłam głową. Marcin usiadł na łóżku. Po chwili ja usiadłam obok niego. Marcin otworzył teczkę i przekładał te rysunki po czym spojrzał na mnie z przedziwną twarzą.
- No co?
- To jest świetne!
- Nie wygłupiaj się. To zwykłe bazgroły.
Nie uważałam, że te rysunki mogą się komukolwiek podobać.
- Błagam Cię! To jest świetne! Ukrywasz jeszcze przede mną jakiś twój wielki talent?
- Jaki talent?! Kpisz sobie?
Zastanawiałam się, po co mi to mówi? Chce być miły? Mówi to ironicznie? Chce podbudować moją samoocenę? Czy rzeczywiście mu się to podoba? W mojej głowie pojawiło się tysiące myśli na ten temat.
- Poważnie podobają mi się twoje prace. – uśmiechnął się – Nie mówiłaś, że zajmujesz się rysowaniem
- Nie mówiłam, bo nie uważałam tego za istotne. Rysuję, kiedy mi się nudzi, tak dla zabicia czasu. Bardzo to lubię, ale nigdy nie sądziłam, że komuś się one spodobają. Jestem bardzo krytyczna wobec siebie, i wobec tego co robię. Wszystko, czym się zajmuję musi być wykonane idealnie, perfekcyjnie – takie jest moje założenie i staram się tego trzymać.
Marcin z zaciekawieniem słuchał tego, co mówię. Nigdy nie sądziłam, że poznam chłopaka, który będzie potrafił mnie wysłuchać. Marcin był idealny.
- Jesteś uparta, pewna swego, ale nie wierzysz we własne możliwości, masz bardzo niską samoocenę. – nie miałam pojęcia, do czego zmierza – a ja zrobię wszystko aby to zmienić.

Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Marcin zbliżył się do mnie. Przystawił swoje czoło do mojego. Nie spuszczał wzroku z moich oczu. W końcu musnął moje wargi. Zamknęłam oczy. Marcin delikatnie całował moje usta, a ja odwzajemniałam pocałunki. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Marcin całował moją brodę, a później przeszedł do obdarzania pocałunkami mojej szyi. Wziął mnie na kolana tak, abym była do niego przodem. Cały czas składał delikatne pocałunki na mojej szyi. Coraz bardziej przybliżałam się do niego. Zatopiłam swoje palce w jego włosach. Ten jeździł rękami po moich plecach. Pozwalałam mu na to. Chociaż sama byłam z tego powodu zdziwiona – tak, był moim chłopakiem, ale to jeszcze za wcześnie na takie rzeczy. Wtedy o tym nie myślałam. Myślałam o tym jak bardzo go kocham. Był dla mnie wszystkim. Po chwili poczułam jak jego dłoń zjechała na moje pośladki…..



___________________________________________
I jak się podoba? Komentujcie, prooooszę :)) 
Nie wiem, kiedy pojawi sie kolejny rozdział, ale postaram się dodać jak najszybciej :)) 


piątek, 19 lipca 2013

THE VERSATILE BLOGGER

Zostałam nominowana do THE VERSATILE BLOGGERprzez  http://cos-dla-romantyczek.blogspot.com/. Bardzo jej za to dziękuję i bardzo się cieszę. 


Zasady THE VERSTAILE BLOGGER :

*  Podziękować osobie, która Cię nominowała
*  Pokazać nagrodę the verstaile blogger na blogu
*  Ujawnić 7 faktów o sobie
*  Nominować 15 blogów, które twoim zdaniem na to zasługują 
*  Poinformować nominowanych



7 Faktów o mnie:
*  Jestem fanką siatkówki oraz tenisa ( od niedawna ) ;
*  Uwielbiam filmy romantyczne;
*  Moją pasją jest fotografia;
*  Kocham czytać książki;
*  Chciałabym się zakochać ze wzajemnością, tak do końca życia;
*  Opowiadanie zaczęłam pisać bardzo dawno temu, a teraz kontynuuję to na tym blogu;
*  Moim marzeniem jest pojechać do Wenecji;


Nominowani: ( niestety nie wiem, czy będzie to 15 osób )
             *Kolejność jest przypadkowa*
1. http://zawsze-wybiore-ciebie-tak-jak-ty-mnie.blogspot.com/
2. http://dark-angel-fanfiction.blogspot.com/
3. http://my-heart-and-you.blogspot.com/
4. http://amyandtheboys69.blogspot.com/
5. http://there-is-always-hope-onedirection.blogspot.com/
6. http://wszystko-zaczyna-sie-od-marzen8.blogspot.com/
7. http://stole-my-heartx.blogspot.com/
8. http://withmysmallworld.blogspot.com/
9. http://we-make-the-same-mistake.blogspot.com/
10. http://life-is-not-that-easy.blogspot.com/
11. http://niallandpatricia1d.blogspot.com/
12. http://one-direction-story-by-my.blogspot.com/
13. http://whodoyouthinkiamonedirectionstory.blogspot.com/
14. http://got-to-be-you.blogspot.com/
15. http://your-last-first-kiss-1dstory.blogspot.com/

Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominację :))





wtorek, 9 lipca 2013

12.

Puściłam jego rękę, po czym Marcin zapytał:
- O co chodzi? Zrobiłem coś nie tak?
- Wszystko ok, ale nie jesteśmy razem, więc jeszcze nie pora na takie rzeczy.
- Rozumiem. – Uśmiechnął się
Po kilku minutach byliśmy już w parku.
- Chodźmy tu! – pokazałam palcem – Zobacz, jest dużo miejsca.
Uwielbiałam prażyć się na słońcu, dlatego wybrałam miejsce w pełni oświetlone promieniami słońca. Wszyscy narzekali, że jest upał i uciekali w cień, a ja wbrew nim cały czas siedziałam na słońcu. Uwielbiam to. Nienawidzę zimy, śniegu i wszystkiego co z tym związane. Natomiast lato to najcudowniejsza pora roku. Wakacje, słońce i wielkie lenistwo! To dla mnie raj! Nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba.
- No coś ty! Chodź w cień. Przecież tu będzie strasznie gorąco!
- No nie wygłupiaj się. – prosiłam go – ja musze się opalić!
- Jak dla mnie ślicznie wyglądasz i nie potrzebujesz opalania.
- Znowu zaczynasz…
Zaczynało mnie już to denerwować. Wiem, że Marcin chciał dobrze, ale już przesadzał. A może to ja przesadzałam? Sama już nie wiem.
- No dobrze. No to gramy?
- Jasne.
Graliśmy około 30 minut. Marcin nagle przerwał.
- Coś się stało? - zapytałam
- Mam dla Ciebie niespodziankę.
Co on znowu wymyślił? Zaczynałam się już bać. Ostatnio kiedy miał dla mnie niespodziankę, to okazało się, że idziemy grać na halę sportową. Zaczęłam przeszukiwać swoją pamięć. Nie przypominałam sobie, żebym znowu wspominała o swoich zainteresowaniach. Marcin trzymał mnie w niepewności.
- No mów! Zaraz zwariuję. – nie mogłam się już doczekać
Zaczął coś szukać w kieszeni. Pomyślałam, że jak znowu będzie próbował mi oddać te 20 groszy to w wrócę do domu. W końcu wyciągnął z kieszeni kopertę. Co on kombinuje? Był zdolny do wielu rzeczy. Miał bujną wyobraźnię. Nie miałam pojęcia co znowu wymyślił. Podał mi kopertę i kazał otworzyć.
- Co to jest? – Patrzyłam na zawartość koperty z niedowierzaniem i wtedy właśnie sobie przypomniałam, że o tym też mówiłam– to nie może być prawda.
- No jak to co to jest? Wykupiłem Ci lekcje jazdy konnej.- Z uśmiechem mi się przyglądał
- Naprawdę jesteś wariatem!
-Wiem. Ale musze Ci robić niespodzianki, bo na to zasługujesz. Nagle spoważniał
Uwielbiałam konie. Zawsze marzyłam, żeby mieć takie lekcje, ale nigdy nie wierzyłam, że to się spełni. A tu proszę! Pojawił się Marcin i spełnia wszystkie moje zachcianki.
Dalej nie mogłam uwierzyć w to, co miało się stać już niedługo. W podziękowaniu rzuciłam się na szyję Marcinowi.
Marcin mocno mnie ścisnął i kiedy chciałam się już odsunąć, nie pozwolił mi na to. Po chwili lekko mnie od siebie odchylił, aby zobaczyć moją twarz, ale nadal mocno mnie ściskał. Wpatrywał się w moje oczy, a ja w jego. Po chwili szepnął mi do ucha: Kocham Cię. Nie wiedziałam co mam zrobić. Sama nie wiedziałam, czy już jestem gotowa na związek, a przede wszystkim czy nie za krótko go znam, aby się z nim wiązać. Ja też go bardzo kochałam i postanowiłam, że będę postępowała zgodnie z moimi uczuciami.
- Ja też Cię kocham. – powiedziałam trochę głośniej niż Marcin
Po tych słowach widziałam radość w oczach Marcina. Objął moją twarz, głęboko spojrzał w moje oczy i wbił się w moje usta. Nie protestowałam. Nasze języki współgrały ze sobą, można nawet powiedzieć, że lawirowały. Marcin ściskał mnie coraz mocniej. Ściskałam w ręce bilety. Zatopiłam rękę w jego delikatnych, mięciutkich włosach, a drugą, z biletem, trzymałam na jego piersi. Czułam coraz mocniejszy dotyk Marcina na plecach. Oderwałam się od niego. Zdążyłam powiedzieć:
- Zaraz mnie udusisz, jak tak będziesz mnie ściskał. – oboje zaśmialiśmy się
Po czym znowu nasze usta połączyły się, a języki zaczęły tańczyć. Oderwaliśmy się od siebie. Byłam wtedy najszczęśliwszą dziewczyną na świecie! Najchętniej zatrzymałabym czas. Ale po chwili wpatrywania się w siebie, zapytał:
- To idziemy na te ciasteczka, czy co tam sobie zażyczysz, KOCHANIE? – zaakcentował ostatnie słowo – bo teraz chyba już mogę tak mówić? – uśmiechnął się, przytaknęłam
- No to chodźmy.
Złapał mnie za rękę. Teraz już nie protestowałam. Tym razem to ja zaplotłam nasze palce. Zdziwiło to Marcina, bo spojrzał się na mnie. Ja zrobiłam to samo. Patrzył na mnie pytającym wzrokiem, a ja tylko wzruszyłam ramionami.
- A co z piłką? – nie uzyskałam odpowiedzi, bo przerwała nam Jolka z Łukaszem
- A co wy już razem jesteście?
Spojrzeliśmy się na siebie i uśmiechnęliśmy się. Po czym powiedziałam.
- Tak wyszło.
Nie wiem czemu tak powiedziałam. No ale w sumie to co innego miałam zrobić? Cieszyłam się, że jesteśmy razem z Marcinem, ale co, nagle miałam się mu rzucić na szyję i udowadniać całemu światu, ze jesteśmy razem? I tak już zdobyliśmy dość sporą widownię naszym pocałunkiem.
- Tak wyszło? – Marcin zapytał oburzony – Do jasnej cholery! Kochamy się! Żadne tak wyszło! – wszyscy zaczęliśmy się śmiać
- To już się zbieracie? – zapytała Jolka
Kiwnęłam głową.
- To gdzie idziecie?
- Do kawiarni tej na rogu. – powiedział Marcin
-To my sobie pogramy tutaj może, co ty na to? – Zwróciła się do Łukasza
- Jasne, jeśli chcesz. – chyba chciał pocałować Jolkę w policzek, ale ta spojrzała na niego karcącym wzrokiem i poszła po piłkę
I tak już byliśmy pewni od jakiegoś czasu, że między nimi iskrzy dość mocno. Spojrzeliśmy się na siebie z Marcinem znacząco. Odwróciliśmy się i ruszyliśmy w stronę kawiarni.
- Oni są razem. Mówię Ci. – Stwierdziłam
- Przecież to wiem.
Po chwili odwróciliśmy się do tyłu i zobaczyliśmy jak Jolka z Łukaszem się przytulają. Już mieli się pocałować, ale Marcin im przerwał:
- HA! Wiedziałem!
- Co niby wiedziałeś? – udawali, że nie wiedzą o co chodzi
- Że jesteście razem. – powiedziałam
- My? Chyba sobie żartujecie. – po chwili zorientowali się, że im nie wierzymy – No dobra, jesteśmy razem – przyznali nam rację
- No to co wam kupić?

Postanowiliśmy spędzić ten czas we czwórkę. Nikt już nie musiał nic przed nikim udawać. Poszliśmy do kawiarni. Kupiliśmy 2 rodzaje ciastek. Kupiliśmy też lody dla każdego. Musieliśmy się spieszyć, żeby się nie rozpuściły. Wróciliśmy do parku do naszej „paczki”.

sobota, 22 czerwca 2013

11.

Dzisiaj już zakończenie roku. Nie mogę w to uwierzyć. Wreszcie wolne od szkoły, nauki, a przede wszystkim od Karoliny. No i jeszcze duuużo wolnego czasu. Na razie zapowiada się, że przez pierwszy miesiąc wakacji zostanę w domu. Ale na pewno nie będzie mi się nudziło. Marcin, Jolka i Łukasz nie pozwolą na to. To dziwne, że byłam taka uprzedzona do Łukasza. To naprawdę fajny kumpel! Mama powiedziała, że jak sytuacja pozwoli i ja będę chciała, to pojedziemy nad morze. Tam jest tak pięknie! Byłam już tam 3 razy i zawsze z chęcią tam wracam. Ale przyzwyczaiłam się już do spotkań z moją ‘’paczką’’ i trudno byłoby się z nimi rozstać choćby na 2 tygodnie. Może tym razem całe wakacje spędzę w domu? No dobra, póki co trzeba się szykować do wyjścia. Śniadanie już zjadłam. Pójdę pomalować rzęsy i zepnę włosy w kok.
Kiedy wyszłam z domu, Jolka już na mnie czekała. Umówiłyśmy się, że razem pójdziemy do szkoły. Przywitałam się z nią i ruszyłyśmy do szkoły. Strasznie mi się tam dłużyło. W końcu po 2 godzinach wyszłam ze szkoły. Marcin już czekał. Podeszłam do niego. Przytulił mnie, a ja dałam mu buziaka w policzek. Ostatnio witaliśmy się tak i żegnaliśmy.
- No to jak chcesz spędzić pierwszy dzień wakacji? – zapytał ze ślicznym uśmiechem
- A co proponujesz?
- Proponuję iść na halę
- Znowu nikt nie trenuje? – byłam zdziwiona, myślałam, że od samego rana będzie dziś trening
- Trenuje. Ale możemy pójść, jestem pewien, że nas nie wygonią.
- Ale może będziemy przeszkadzać.
Nie chciałam, żebyśmy komuś przeszkadzali. Obyłoby się bez grania dzisiaj, a po za tym, to można wziąć piłkę i pograć na dworze. Co to komu przeszkadza. Dlatego zaproponowałam to Marcinowi.
- No dobrze. Skoro tak chcesz. – posłał swój uroczy uśmiech
Kochałam ten jego prześliczny uśmiech. Zawsze, kiedy chciał abym się na cos zgodziła, tak właśnie się uśmiechał. Często w takich sytuacjach ulegałam. Miał na mnie bardzo dobry sposób. Doskonale mnie znał i wiedział jak się zachować aby mnie do czegoś przekonać.
- No to chodźmy po piłkę.
- To ty pójdziesz po piłkę, a ja za ten czas skoczę do siebie i przebiorę się, bo w spódnicy to raczej ciężko będzie mi grać. – powiedziałam ironicznie
- Ale tak pięknie wyglądasz w spódnicy. – spojrzał proszącym wzrokiem
- No ty chyba zwariowałeś jeśli myślisz, że ja będę grała w spódnicy!
- No dobra. – powiedział ze smutkiem w oczach
Naszą rozmowę przerwała Jolka, kiedy ruszyliśmy już w stronę naszych domów.
- Poczekajcie. Zaraz przyjdzie Łukasz. Jeśli się zgodzicie to pójdziemy z wami grać.
- No jasne! – krzyknęłam z radością
- No ale ja chciałem spędzić ten dzień tylko z Tobą. – szepnął Marcin, Jolka jednak to usłyszała
- No ok, nie będziemy wam przeszkadzać. Pójdziemy do kina z Łukaszem. Sam nawet to zaproponował.
- Nie, no coś ty! Chodźcie z nami. – zachęcałam ją
- Nie, naprawdę. Pójdziemy do kina. Przy okazji może i dla nas będzie lepiej jak będziemy sami – zaśmiała się Jolka
- No jak chcesz
Chciałam, żeby z nami poszli. A może to lepiej? Spędzimy z Marcinem cały dzień sami. Ostatnio każde nasze spotkanie przebiegało w towarzystwie Jolki i Łukasza. Czasem nawet Marcin szeptał mi na ucho, żebyśmy poszli na jakiś spacer albo coś w tym stylu. Nie zgadzałam się na to, bo dobrze mi było w takim towarzystwie, ale nie pomyślałam, że Marcin może ma rację.
Do domu poszliśmy we czwórkę, bo Jolka też chciała się przebrać. Szybko ruszyłam do swojego domu. Nie chciałam, żeby Marcin na mnie czekał, dlatego pospiesznie przebierałam moje ciuchy w szafie. Jak na złość nie mogłam znaleźć moich spodenek. Zdenerwowana szybko ponownie przeszukiwałam swoje ciuchy. Zastanawiałam się wtedy : po co ja to wszystko mam?
- Marcin? – zapytała mama stojąc w progu moich drzwi
Spojrzałam na nią. Zobaczyłam, że w ręce trzyma moje spodenki. Podeszłam do niej szybko dałam jej buziaka w policzek. Wzięłam spodenki. I pospiesznie powiedziałam:
- Jesteś niesamowita, mamo. Kocham Cię! Tak, Marcin.
Szybko ubrałam spodenki i bluzkę w czarnobiałe paski. Dostałam sms: ‘’ Pośpiesz się, ślicznotko. We wszystkim wyglądasz przepięknie!’’ Uśmiechnęłam się do ekranu telefonu i ruszyłam na dół. Ubrałam cienkie adidasy, w sumie można powiedzieć: szmaciaki. Kiedy już otwierałam drzwi usłyszałam głos mamy zbliżający się do mnie.
- Tylko nie wróć zbyt późno.
- Okay. Mamo, muszę iść.
- Poczekaj. – zatrzymała mnie
Mama podeszła do mnie mocno mnie przytuliła i powiedziała:
- Chcę, żebyś była szczęśliwa, pamiętaj o tym.
- Będę szczęśliwa. I ty też będziesz. – uśmiechnęłam się
Ponownie przytuliła się do mnie i powiedziała:
- No idź już bo zaraz się zdenerwuje i pójdzie stąd. Po tych słowach obie się zaśmiałyśmy. Wyszłam z domu.
- No wreszcie! – zażartował
- Wcale nie było tak długo!
- Ale i tak wyglądasz idealnie! Jesteś śliczna!
W chwili, kiedy ktoś prawi mi komplementy, pojęcia nie mam jak mam się zachować. Marcin doskonale to wiedział i cały czas to wykorzystywał. Twierdził, że ‘’ślicznie wyglądam kiedy nie wiem jak mam się zachować’’ po tych słowach znowu tego nie wiedziałam, więc śmiał się i mówił coś typu ‘’kiedy ktoś mówi Ci takie rzeczy, to powinnaś się cieszyć’’
- Gdybym chciała idealnie wyglądać, to musiałbyś stać tu jeszcze jakieś 2 godziny , albo i więcej. – wystawiłam mu język
Chyba pierwszy raz w takiej sytuacji coś powiedziałam. Zawsze tylko czekam w milczeniu na zmianę tematu.
- Ale to Ci wcale nie jest potrzebne. Jest super!
Czekał na moją reakcję, ale postanowiłam, że nie dam mu tej satysfakcji.
- I tak wiem swoje. – z dumą wypowiadałam te słowa – No to idziemy?
- Jasne. – patrzył się na mnie dziwnym wzrokiem, jakby mnie widział pierwszy raz
Było to dla mnie trochę krępujące, dlatego zapytałam:
- Długo jeszcze masz zamiar się tak na mnie patrzeć?
- Po prostu jesteś śliczna. I wcale nie mówię tego dlatego, żeby Cię zdenerwować. Bardzo mi na Tobie zależy. Jesteś dla mnie bardzo ważna.
- Ty też jesteś dla mnie ważny. Czuję, że mogę Ci wszystko powiedzieć. Że mogę przyjść do Ciebie z każdym moim problemem. Nawet z błahostką. Wiem, że mogę dzwonić do Ciebie o każdej porze, a ty mnie wysłuchasz, popraw mnie jeśli się mylę, ale ja po prostu tak czuję.
- No pewnie, że masz rację. Przychodź do mnie z każdym problemem – przez chwilę nic nie mówiliśmy, patrzyliśmy się na siebie z uśmiechem na twarzy
Sama nie wiem ile czasu tak staliśmy, ale musiało to długo trwać, bo dostałam od mamy sms: ‘’ Ślicznie razem wyglądacie. Czy wy już jesteście razem? Przepraszam, jeśli przeszkodziłam J’’
Zaśmiałam się po przeczytaniu tego sms i spojrzałam w okno od salonu. Mama stała tam i wpatrywała się w nas. Marcin powtórzył po mnie i również spojrzał w okno. Uśmiechnął się i zdezorientowany zapytał:
- O co tu chodzi? Bo nie załapałem. Coś się stało?
Pokazałam mu sms mamy, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać. Spojrzeliśmy na mamę, ona też się śmiała.
- No i co jej odpiszesz? – zapytał
Wzruszyłam ramionami. Marcin zabrał mi telefon. Zaczęłam krzyczeć, żeby mi go oddał. Kiwał tylko głową, ze nie ma zamiaru.
- No oddaj! Proszę Cię! – błagałam go
-No poczekaj! – trzymał w górze mój telefon, niestety nie sięgałam do niego
Zanim się zorientowałam, to Marcin klikał coś, po czym oddał mi telefon.
- Proszę bardzo. – przedrzeźniał mnie
Szybko sprawdziłam co on zrobił. Weszłam w wysyłane. Okazało się, że Marcin napisał do mojej mamy:’’ Nie przeszkadza Pani. Jeszcze nie jesteśmy razem, ale bardzo bym tego chciał. Mam nadzieję, że niedługo będziemy razem. Ma Pani świetną córkę.’’
- Zabiję Cię! – żartowałam
- A niby za co? Za to, że chcę z Tobą być?
- Nie za to.
- No to za co?
- Za to, że piszesz to do mojej mamy z MOJEGO telefonu. – zaakcentowałam przedostatnie słowo
- No dobrze, oddam Ci kasę. No to ile? 20 groszy?
- 18, ale może być 20 – wystawiłam język
Sięgnął do kieszeni. Słyszałam tylko dźwięk pieniędzy. Zaczęłam się śmiać. Wyciągnął pieniądze. Znalazł 20 groszy i mi podał.
- Ty wariacie! Żartowałam! – mówiłam przez śmiech
- Obiecałem, to oddaję. – również się śmiał
- Zabierz to ode mnie!
- No dobra, ale pod warunkiem, że dasz się zaprosić na jakieś ciastko albo coś.
- No dobraa.
- Ale może najpierw chodźmy do tego parku?
- Jestem tego samego zdania.

Złapał mnie za rękę. Zaplótł swoje palce między moimi. Ruszyliśmy w stronę parku.

________________________________________________________

Jakoś udało mi się napisać kolejny rozdział ;) Nie będę mówiła, kiedy pojawi się kolejny rozdział, bo na prawdę nie wiem :( Postaram się jak najszybciej napisać. A nie chcę obiecywać, bo nie chcę później nie wywiązywać  się z obietnic.  
Do zobaczenia, Pozdrawiam, trzymajcie się :) ;*

piątek, 14 czerwca 2013

10.

- Strasznie tu spokojnie. Nie ma nikogo w domu? – nie wspominał, że będziemy sami
- No nie. Jesteśmy sami. – spojrzałam na niego, po czym uśmiechnęłam się
Oczywiście zauważył, że nie jest to szczery uśmiech. Ufałam mu. Towarzyszyło mi jakieś dziwne uczucie.
-Nie obawiaj się, nic Ci nie zrobię. – zaśmiał się
- Przecież wiem. Ale mimo wszystko jakoś dziwnie się czuje. – przy nim nie musiałam kłamać
- Postaram się temu zaradzić. – uśmiechnął się uroczo – napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję.
Stałam niepewnie na środku wielkiego salonu i rozglądałam się obserwując fotografie rodzinne oprawione w ramki. Ściany pomalowane były na przyjemny jasnopomarańczowy kolor. Było tam dość przytulnie mimo wszystko czułam się nieswojo. Nigdy bym tak nie urządziła swojego domu. Było tam ładnie, ale nie w moim stylu. Podeszłam do półki, na której poukładane były płyty z muzyką i filmami. Nie znalazłam tam tytułu filmu który bym znała, dlatego odeszłam w stronę kuchni, gdzie znajdował się Marcin. Moją uwagę przykuł żyrandol. Wyglądał jakby miał co najmniej 30 lat i był z jakiegoś muzeum. Moje przemyślenia przerwał śmiech Marcina.
- Z czego się tak śmiejesz? – zapytałam oburzona
- Po prostu śmiesznie wyglądasz. – nie przestawał się śmiać, spojrzałam na niego pytającym wzrokiem
- Tak chodzisz po salonie jak po jakimś muzeum i przyglądasz się każdej rzeczy jaką spotkasz.
- Śmieszne, wiesz?
- Od razu Ci powiem, że urządzali to moi rodzice i jest tu dziwnie. Ta kolekcja płyt też jest ich.
- Dlaczego dziwnie? Podoba mi się tu. – rozejrzałam się po pokoju, po czym spojrzałam się na Marcina, który nie przestawał się śmiać
- Nie umiesz kłamać. – stał oparty o blat kuchenny i czekał na moją odpowiedź
- Oj no dobra, jest tu dziwnie.
- Ale w moim pokoju i Ci się spodoba. A przynajmniej bardziej niż tu. Pomożesz mi się zabrać? – zapytał wskazując na przekąski wyłożone na talerzach.
- Jasne, co mam wziąć?
- Napój i szklanki. Resztę dam radę sam wziąć.
Wzięłam to, co mi kazał Marcin, a on wziął chipsy, ciasteczka i chrupki. Ruszyliśmy na górę. Weszłam do pokoju, który wskazał mi Marcin i postawiłam napój i szklanki na stoliku, który stał pod ścianą. Pokój był urządzony zupełnie inaczej niż salon. Czułam się w nim o wiele lepiej niż na dole.
- Poczekaj, pójdę po laptopa, bo Jolka pewnie znowu pożyczała i nie odniosła go do mnie.
Przytaknęłam i ponownie zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu. Zobaczyłam, że interesują go filmy i książki tego typu co mnie. Miał nawet kilka takich książek co ja mam w swojej kolekcji. Wzięłam jedną, która mnie zainspirowała i zaczęłam czytać o czym jest ta książka na jej odwrocie.
- Podoba Ci się? – odwróciłam się i zobaczyłam Marcina
- Tak. Lubię tego typu książki. – uśmiechnęłam się i wróciłam do lektury
- Mogę Ci ją pożyczyć. Ja już przeczytałem. – podszedł do mnie
- Naprawdę? – przytaknął z uśmiechem – Dziękuję! – rzuciłam mu się na szyję, jakby zrobił coś wielkiego
Obejrzeliśmy film. Był naprawdę śmieszny. Po krótkim seansie długo rozmawialiśmy. Pomimo krótkiej znajomości, wiedziałam już bardzo dużo o Marcinie, a on dużo wiedział o mnie. Jak to się mówi, był moją bratnią duszą. Podczas naszych spotkań dużo rozmawialiśmy, stąd ta znajomość. Spojrzałam na zegarek. Było już późno. Co prawda z tego co mówiła mama, mogłam zostać jeszcze godzinę, ale wolałam wrócić wcześniej. Tata nie lubił, kiedy późno wracałam do domu, a nie chciałam go denerwować. I tak teraz czeka moich rodziców ciężki okres, ale wierzę, że dadzą radę, a rozwód pomoże im. Marcin powiedział, że mnie odprowadzi. Nie chciałam się na to zgodzić, ale w końcu mu uległam. W drzwiach minęliśmy się z Jolką. To naprawdę fajna dziewczyna. Pożegnałam się z nią i wyszłam z domu. Czekając na Marcina usłyszałam, jak udziela jej wskazówek co do obiadu, który miała sobie przygrzać co prawda już na kolację. Ich rodzice pracowali do późna, ale dla nich nie było to problemem, bo dawali sobie radę. W końcu Marcin jest już pełnoletni, a Jolka za 2 lata będzie. Oczywiście na pożegnanie musiałam pocałować Marcina w policzek. Nie umówiłam się z nim na kolejne spotkanie, bo teraz mam trudną sytuację rodzinną i nie chciałam później w razie czego odwoływać spotkania. Oczywiście Marcin zrozumiał to.



Do końca tygodnia każdy dzień spędzałam z Marcinem. Znałam go półtora tygodnia, a wiedziałam o nim dosłownie wszystko. Czułam się, jakbym znała go co najmniej 2-3 lata. Rozumieliśmy się bardzo dobrze. Z Jolką bardzo się polubiłyśmy. Z nią też spędzam sporo czasu. Z Karoliną nie utrzymuję kontaktów. Jest to bardzo trudne, bo jesteśmy w jednej klasie, ale nie odzywamy się do siebie. Łukasz zaczął więcej czasu spędzać z Jolką, a tym samym również ze mną i z Marcinem. Można powiedzieć, że tworzymy teraz zgraną paczkę. Chodzimy na tę halę, o której była wcześniej mowa. Spędzamy tam około połowę wolnego czasu. Już za dwa dni wakacje. Nie mogę się już doczekać. Ale będzie się działo. Jutro nie spotykam się z Marcinem, bo on nie ma czasu, ale za to umówiłam się z Jolką, że pójdziemy do kina. Marcin przyjdzie po mnie po zakończeniu roku. A za tydzień będzie pierwsza sprawa rozwodowa rodziców. Oboje woleliby żeby była to pierwsza i ostatnia sprawa. Ja też będę musiała zeznawać. Strasznie się tym denerwuję. Ale dam radę J Będzie dobrze J


_________________________________________________________________
Jest kolejny rozdział :) 
Wiem, że mówiłam, że pojawi się on w środę, ale niestety się nie wyrobiłam bo miałam dużo nauki. ;/ A teraz jeszcze mam coraz mniej pomysłów. :( Ale mam nadzieję, że Ci co to czytają, nie zniechęcą się ;) 
Oczywiście proszę o komentarze ;)
Pozdrawiam ;*

niedziela, 9 czerwca 2013

9.

Zaraz po tym, jak się rozłączyłam usłyszałam głos Marcina.
- No to gdzie idziemy?
- No mówiłeś, że coś wymyślisz.
- No tak. No to chodźmy. – pociągnął mnie za rękę i ruszyliśmy
- Ale gdzie ty mnie ciągniesz?
- Nie mogę Ci powiedzieć. To niespodzianka.
Nie miałam pojęcia co on wymyślił. Wiedziałam, że jest zdolny do wszystkiego. Byłam pewna, że to będzie kolejny cudowny dzień pomimo tej akcji z Karoliną. Na szczęście szybko o tym zapomniałam dzięki Marcinowi. Całą drogę starał się mnie rozśmieszyć, oczywiście z powodzeniem. Po kilkunastu minutach byliśmy już na miejscu. Jak się okazało staliśmy przed halą sportową, na której rozgrywane były mecze oraz treningi drużyny siatkarskiej z naszego rejonu. Uwielbiałam siatkówkę. Wspominałam o tym Marcinowi. I dlatego mnie tam zabrał. Pociągnął mnie za rękę, podeszliśmy do drzwi wejściowych. Byłam w szoku. Zanim się ocknęłam, Marcin wyciągnął z kieszeni klucze i otworzył halę.
- Skąd ty masz te klucze? – byłam w szoku
- Mój kumpel ma znajomości.
- Powiedziałam, Ci że lubię siatkówkę, a ty już musisz zabierać mnie na halę?
- Muszę – posłał swój uroczy uśmiech
- No chyba, że nie chcesz, no to możemy tradycyjnie pójść na spacer. – powiedział przepuszczając mnie w drzwiach
- Pewnie, że chcę, co to za pytanie w ogóle. Ale nikt tu dziś nie ma treningu?
- Teraz nie. Dopiero zaczyna się o 16.30. A o 14 przyjdzie tu ten mój kumpel po klucze, bo musi je jeszcze zawieść do trenera tej drużyny.
- Jesteś niesamowity! Teraz będę się bała opowiadać Ci o moich zainteresowaniach.
- Ale proszę bardzo, opowiadaj mi – powiedział przez śmiech
Wiedziałam, że jest bardzo pomysłowy i szalony, ale żeby takie coś? Takie rzeczy nawet mi się nie śniły! Marcin wziął moją torbę i położył ją na boku. Następnie ruszył w stronę magazynku po piłkę.
- Nie jestem zbyt dobrym graczem, ale może dam radę. – krzyknął wychodząc z magazynku
- No ale co, będziemy grać we dwójkę? W siatkówkę?
- A kto powiedział, że we dwójkę? Zaraz przyjdzie Jolka i mój kumpel Łukasz.
- No dobrze, ale Jolka przecież za mną nie przepada! A tego Łukasz w ogóle nie znam.
- Jolka za Tobą nie przepadała, tylko dlatego, że myślała, że jesteś zapatrzona w tę swoją przyjaciółkę, Karolina, tak?- przytaknęłam- I że nie byłabyś w stanie postawić się jej. Ona nie lubi takich ludzi. Ale długo ją namawiałem, przekonywałem ją, że wcale taka nie jesteś i można powiedzieć, że uwierzyła mi, ale po dzisiejszej akcji, na pewno przyjdzie. Widziała to wszystko. Kiedy szliśmy na halę, napisała mi sms, że przyjdzie, tylko najpierw pójdzie zostawi w domu książki, więc za jakieś 15-20 minut tutaj będzie. A Łukasz to naprawdę fajny gość.
Do Jolki mnie przekonał, tak naprawdę to do niej nic nie miałam, ale ten Łukasz, nie lubiłam poznawać nowych ludzi. Najlepiej czułam się w towarzystwie dobrze znanych mi ludzi. Ale miałam wtedy powiedzieć, żeby to odwołał bo nie lubię takich sytuacji? Nie mogłam tego zrobić. W końcu mnie do niego przekonał. Łukasz miał być na hali około 9.30 więc jak Jolka już przyszła to poodbijaliśmy trochę i postanowiłam mimo wszystko pogadać z nią o sytuacji z Kamilem. Dowiedziałam się, że to wszystko wina Łukasza. Tak, tego który zaraz miał tu przyjść z nami grać. Okazało się, że jakiś czas temu Marcin z Jolką zorganizowali ognisko, na którym był też Łukasz i jeszcze jeden kolega Marcina oraz dwie koleżanki Jolki. Łukaszowi bardzo się podobała Jolka i wcale tego nie ukrywał. Jolka opowiedziała mu że nie trawi Karoliny. Jak się okazało to Jolka kiedyś przyjaźniła się z Karoliną. Zanim jeszcze ja przyszłam tutaj do szkoły. Kiedy ja się pojawiłam, Karolina powiedziała jej, że kolegowała się z nią dlatego, że nie miała nikogo innego, a teraz kiedy jestem ja to Jolka jej już nie jest potrzebna. Wtedy zrozumiałam, że Karolina jest okropna, wstydziłam się, że kiedyś przyjaźniłam się z nią. Później pojawił się Kamil i Jolka strasznie się wkurzyła bo on jej się podobał. Na tym ognisku wszystko powiedziała Łukaszowi, jako że ona bardzo mu się podobała, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. To on nagadał tak Kamilowi, że ten zerwał z Karoliną.
- Mam nadzieję, że po tym jak się tego dowiedziałaś, to dalej będziesz chciała go poznać i nie uciekniesz mi? – zapytał z nadzieją w głosie Marcin
- Jasne, że nie. Karolina już mnie nie obchodzi. Wstydzę się, że się z nią przyjaźniłam.
Po moich słowach do hali wszedł Łukasz. Zerwaliśmy się z krzesełek. Łukasz podszedł do nas, przedstawił się mi, po czym przywitał się z Marcinem i Jolką. Po chwili rozmowy stwierdziłam, że Marcin miał rację, Łukasz to fajny gość. Postanowiliśmy zacząć grę. Byłam w drużynie z Marcinem. Graliśmy 3 sety i wygraliśmy wszystkie. Było bardzo ciężko wygrać, bo Łukasz i Jolka dobrze grali w siatkówkę. Bardzo się do siebie zbliżyliśmy, podobnie jak Jolka z Łukaszem. Po tym jak wyszliśmy z hali Łukasz z Jolką gdzieś się ulotnili. Po chwili Marcin dostał sms od Jolki, że wróci wieczorem.
- Mówię Ci, między nimi coś będzie. – Powiedziałam do Marcina
- Od dawna jej to mówię, a ona tylko zaprzecza. – przeszliśmy parę kroków, po czym Marcin zatrzymał mnie
- A ja chciałbym żeby w przyszłości między nami też coś było – spojrzałam na niego niedowierzając w jego słowa, czułam że zarumieniłam się
- Ja też tego chcę, ale jeszcze nie teraz.
- Rozumiem. Poczekam ile będzie trzeba. – uśmiechnęłam się
- No to gdzie teraz idziemy? - zapytałam
- Może obejrzymy jakiś film rano ściągnąłem komedie. Podobno jest bardzo śmieszna.
- Ok. Bardzo lubię komedie.
- A to też mi mówiłaś.
Po kilkunastu minutach byliśmy już u niego w domu.


______________________________________________________

Witajcie ;) Oczywiście przepraszam za tą przerwę. Wiem, że miała być krótsza, ale brakowało mi weny. :( Ostatnio coraz częsciej zastanawiam się nad zawieszeniem bloga... Brakuje mi już pomysłów a czytelników praktycznie nie mam, a nawet jeśli jacyś są, to ja nic o tym nie wiem. Komentarzy nie ma w ogóle :( Bardzo mnie to martwi. Proszę was, dodawajcie swoje komentarze, nie wymagam długich komentarzy. Wystarczy tylko jedno, dwa słowa a to bardzo pomaga. Jeżeli lubicie moje opowiadanie, to bardzo proszę, dajcie znać, że jesteście, że czytacie. Jeżeli blog wam się podoba, to bardzo miło by było jeżeli polecalibyście go swoim znajomym, nieznajomym również ;) 
Kolejny rozdział postaram się napisać w środę, ale nie obiecuję. 
Jeszcze raz proszę, żebyście dali znać, że jesteście :)
Gorąco was pozdrawiam ;*